Wojna pokoleń

(I) -  Pokolenie 89. Jakie jest i jak się je opisuje? Czy słusznie? Gazety ciągle rozpisują się nad tematem wojny generacji. Młodzi przeciwko bardziej doświadczonym życiowo. Według tego, co ukazuje się w prasie, pokolenie 89 to nie kto inny jak ludzie bez żadnych motywacji, cechuje ich beztroska oraz bezradność. Chociaż osobiście to nie mój rocznik to postaram się na to spojrzeć z punktu widzenia rocznika 87 – bo aż tak dużej różnicy naprawdę nie widzę.

Adam Asnyk w swoim wierszu Do młodych bardzo słusznie zauważa, że:

Każda epoka ma swe własne cele

I zapomina o wczorajszych snach…

Nieście więc wiedzy pochodnię na czele

I nowy udział bierzcie w wieków dziele,

Przyszłości podnoście gmach!

 Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,

Choć macie sami doskonalsze wznieść;

Na nich się jeszcze święty ogień żarzy,

I miłość ludzka stoi tam na straży,

I wy winniście im cześć!

To tak zwany manifest pozytywistów. Jest wyliczeniem zadań wyznaczonych pokoleniu, które będzie sięgać po nowe życie oraz świadectwem akceptacji pozytywistycznej koncepcji postępu, rozwoju i naukowych metod poznania świata. Idealne odzwierciedlenie dzisiejszych czasów. Ponadto poeta zbliża się w liryku do zdefiniowania postępu ludzkości. Takie wartości i wydarzenia, jak rozwój myśli, przemijanie, pojawianie się nowych pokoleń powodują, że czas nie jest w stanie stać w miejscu. Jeśli młodzi nauczą się korzystać z dorobku poprzednich pokoleń i czerpać to, co najistotniejsze, to wzbogacą swój dorobek, z którego potem będą korzystać nowi młodzi.

Wypiliśmy za wolność i co teraz?

Dziś leczymy po niej wyjątkowo mocnego kaca. To rówieśnicy wolnej Polski sądzą, że fuks lat 90 zdarzył się tylko raz i tylko wybranym. Dzisiaj po raz pierwszy w Polsce mamy do czynienia z pokoleniem wpisanym w ideę global generation, poddawanym takim samym prawom społecznym, ekonomicznym i w dużej mierze kulturowym jak młodzież z Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych. Dzisiejsi polscy 20-latkowie to prawdziwi światowcy, bez kompleksów i obciążeń, pełnoprawni obywatele globalnej wioski.

Mówmy wprost ustami Świetlickiego: Tak, za oknem ni chuja idei.

Skoro jest tak świetnie, skoro jest tak dobrze to dlaczego młodzi Polacy nie uciekają od Polski, ale od polskiego państwa. Ciągle borykającego się z wieloma pozostałościami komunizmu, widocznym na każdym kroku niedbalstwem i bylejakością. Jakoś to będzie, jakoś to się zrobi, byle było, byle jak. Dlaczego nie można liczyć na umowę o pracę? Dlaczego żeby zarobić 1800 zł trzeba przepracować ponad 200 godzin w miesiącu? Tak, dlatego ponad połowa osób w wieku 25-34 ciągle mieszka z rodzicami. Żenujące, prawda?

Co poszło nie tak z pokoleniem 89 – pytają bardziej doświadczeni życiowo?

Młodzi mają inne życie – znajomi, imprezy. Panuje powszechne przekonanie, że młodzi są mało aktywni. Zarzuca nam się brak inicjatywy. Trzeba nam mówić, co mamy robić. W końcu nie myślimy, jak będziemy zarabiać, ale wiemy, że rodzice dają sobie radę, więc mamy poczucie, że nam też się uda. Mamy płytszą wodę, a gdy się wywrócimy, to i tak się nie utopimy.

Polska to nie jest kraj dla młodych ludzi?

Problem w tym, że sprawa dwudziestopięciolatków to coś więcej niż sprawa jednego mniej czy bardziej wygranego pokolenia. To raczej sprawa kolejnych 25 lat, w których zadecydujemy, czy chcemy być innowacyjnym państwem mającym coś do powiedzenia, czy europejskim przeciętniakiem pozostającym w pułapce średniego rozwoju. Z kolejnymi tysiącami Polaków na ulicach Londynu, raczej nie grozi nam pierwszy scenariusz.

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Lustereczko, lustereczko powiedz przecie…

(I) – Coraz więcej Polaków szuka rozwiązania swoich problemów na spotkaniach z coachem, osobistym trenerem życia. Ludzie, którzy przychodzą do coacha, nie mają problemów. Mają cele. Nie cierpią na wypalenie zawodowe, tylko szukają nowych wyzwań w pracy. Nie przechodzą kryzysu małżeńskiego, chcą odświeżyć uczucie. Zamiast doradzać i pokazywać rozwiązania, coach zadaje pytania, które mają pomóc w poszerzeniu punktu widzenia. W przeciwieństwie do terapii coach nie zajmuje się przeszłością, tylko tym, co przed nami. Zamiast doradzać i pokazywać rozwiązania, coach zadaje pytania, które mają pomóc w poszerzeniu punktu widzenia. Coach przełamuje obawy najprostszymi na świecie pytaniami. Czego chcesz? Dlaczego to ma się nie udać?

Coach prawdę ci powie!

Już samo przekonanie, że musimy osiągać sukcesy na coraz większych obszarach budzi moje wątpliwości. Muszę, żeby ze spokojnym sumieniem powiedzieć, że jestem szczęśliwa? Według „autorytetów” coaching to właśnie odpowiedź na czasy, w których nie ma miejsca na przegrywanie. Dziś nie wolno przyznawać się do porażki, błędu, do tego, że coś nie wyszło. To, co wcześniej należało do zadań kapłanów, dziś coraz wyraźniej jest zastępowane przez specjalistów, którzy zajmują się wszystkim, od odsysania tkanki tłuszczowej po budowanie naszego szczęścia. Warstwa nauczycieli życia, wyrastających spontanicznie i tworzących iluzję nieformalności i dostępności dla każdego, była obecna zawsze, ale dziś staje się coraz ważniejsza. Pozwala skupionemu na sobie człowiekowi Zachodu na zaspokojenie egocentrycznych potrzeb, zajmowanie się tylko sobą i swoim szczęściem.

Współczesny egoizm.

Przyznawanie się do słabości nie jest niczym złym lub niemodnym, lecz zupełnie naturalnym. Nie ma takich osób, które przez całe swoje życie są szczęśliwi. Szczęśliwym się bywa. Narcystyczne samouwielbienie to coraz częstsza choroba współczesnego człowieka. A gdyby  zastąpić to pozytywnym egoizmem? Czy nie brzmi to lepiej? Pozytywny egoizm to taka postawa, w której świadomie stawiamy siebie w centrum świata i to wcale nie oznacza, że odcinamy się od innych. Chodzi o to, by poświęcać sobie taką samą uwagę, jak naszym najbliższym. Egoizm to styl życia, pozytywna cnota warunkująca równowagę. Rezygnując z egoizmu obarczasz innych odpowiedzialnością za siebie, ufasz bardziej innym niż sobie samej, zamiast szczerego wyrażania emocji jesteś uprzejmie grzeczna tracąc szacunek dla siebie, rezygnujesz z własnych celów.

P.S. Osobiście wolę pozytywny egoizm. Pozdrawiam wszystkich pozytywnie zakręconych, którzy potrafią przy tym budować fajne relacje międzyludzkie :-)

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

Reklama – Ewa w konsumenckim raju.

(S) – Siedzisz w kinie. Zaraz zacznie się film. Pół kubka popcornu już zjedzone, a tu nadal nic. No, niezupełnie nic. Pół godziny reklam doprowadzających do szału. To samo, gdy siedzisz sobie wygodnie w domu, oglądasz pasjonujący film, właśnie rozkręca się akcja i nagle BACH – blok reklamowy. W tym momencie wielu wychodzi. Można zrobić herbatę, zajrzeć na portal społecznościowy. Ale są i tacy, którzy reklamy oglądają. Ja do takich należę. I mimo, że wiele z nich znam niemalże na pamięć to i tak jestem nimi zafascynowana. I nie, nie dlatego, że są takie rewelacyjne. Właśnie przez to, że z reguły prezentują co najmniej marny poziom.

Postanowiłam zatem podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami w tym temacie, a jest o czym pisać. Z tego też powodu stworze sobie taki mini cykl, a zacznę od tego co mnie bawi. Ostatnio najzabawniejsze wydają mi się reklamy kosmetyków i różnych preparatów skierowanych dla mężczyzn. Przy takich kobiecych odpowiednikach szamponów, kremów, suplementów pokazuje się, że każda zadbana kobieta powinna to mieć. Bo dobre na włosy, cerę, paznokcie, jelita, wątrobę – ogólnie na wszystko. Wiadomo, do kobiety przemawia i dobry wygląd i zdrowie. Ale okazuje się, że dla mężczyzn ważniejsze jest co o nich myślą kobiety. Przynajmniej tak wynika ze spotów reklamowych. „Kup mężczyzno ten szampon – kobiety lubią włosy bez łupieżu”, „kup mężczyzno ten krem – kobiety lubią gładką skórę”, „kup mężczyzno te tabletki – zaimponuj kobiecie swoim zdrowiem”. Bo przecież prawdziwy samiec dba o siebie nie dla swojej własnej satysfakcji, nie, on to robi ze względu na otaczające go kobiety. Po takiej dawce absurdu zastanawiam się, czy naprawdę twórcy tych spotów trafiają do mężczyzn. Serio, panowie, czy jest tak, że dbacie oswój wygląd i zdrowie tylko przez wzgląd na nas? Wam samym na tym nie zależy? Najważniejsze jest zaimponowanie płci przeciwnej? Mi osobiście wydaje się to mocno naciągane i przerysowane, takie kreowanie współczesnego macho, któremu właściwie nie zależy. Może chodzić brudny, z przesuszoną skórą i wzdęcia mu nie przeszkadzają, ale dla kobiety się poświęci i umyje się, tabletkę łyknie, a może i jakiś jogurcik pochłonie. Bardzo bym sobie życzyła, żeby twórcy reklam wykazali się większą wyobraźnią, bo mam wrażenie, że obecnie wszystkie spoty wyglądają tak samo – jak odbite na ksero. Nudne to i ciężkostrawne.

Wierzę w to, że będzie mi dane zobaczyć kiedyś fajną, ciekawą reklamę kosmetyków dla mężczyzn (choć i dla kobiet również – te też są oklepane), która mnie zainteresuje, będzie małym dziełem. Może kiedyś. Z pewnością wszelkiego rodzaju specjaliści mają ogromny potencjał, na pewno tkwi w nich chęć zrobienia czegoś innego, interesującego, są tylko ograniczani przez zleceniodawców, szablony i utarte ścieżki.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 2 komentarzy

Upadek mediów?

(I) - Napisano o tym już dużo, jednak ja postanowiłam dołożyć do tego tematu swoją cegiełkę. Żyjemy w trakcie procesu tworzenia się czegoś, co można nazwać kulturą idiotów. Media coraz bardziej się staczają zatracając to, co stanowiło ich misję – poszukiwanie prawdy, objaśnianie świata. Jeszcze kiedyś wierzyliśmy że media są lustrem, w którym obserwujemy świat. Dziś wygląda na to, że są salonem krzywych luster. Wykrzywiają obraz rzeczywistości przedstawiając coraz bardziej groteskowy obraz ku uciesze gawiedzi. Ważniejsze niż sens i jakość prezentowanej informacji jest to, by była krzykliwa i sensacyjna. Tak zaprezentowana informacja staje się jednak tylko niestrawną papką. Dużo emocji oraz mało obiektywnych i zweryfikowanych danych. W pogoni za oglądalnością zatraca się jakiekolwiek normy etyczne i szacunek do odbiorcy. Media zachowują się jak kobiety lekkich obyczajów. Tak jak one chcą zwrócić uwagę klientów i jak one chcą tylko jednego: wybierz mnie! Jeszcze bardziej wulgarna poza, coraz bardziej dosadne słowo, więcej golizny i rozrywki w okolicach rozporka. Coraz więcej emocji, mniej intelektu.

Gdzie podział się świat w mediach?

Upadek mediów to jednak nie tylko ich tania sensacyjność. Jest także wiele innych symptomów tej choroby. Brak ciekawych informacji o świecie w naszej prasie stał się nawet parokrotnie tematem uczonych dysput wśród dziennikarzy. Obecna sytuacja diametralnie różni się od tej panującej na początku lat 90., kiedy tematyka międzynarodowa zajmowała znacznie więcej miejsca w mediach. Jako jedną z przyczyn zmian wymieniono ostrą konkurencję na rynku medialnym, skutkującą stopniową eliminacją publikacji, które nie zwiększały oglądalności. W innym wyjaśnieniu tej zmiany położono nacisk na łatwiejszy dostęp do renomowanych mediów zagranicznych zajmujących się tematyką zagraniczną.

Kto ogląda, nie błądzi…

Zmieniają się media i oczekiwania odbiorców. Lżejsze materiały są dużo bardziej atrakcyjne dla niewymagającego odbiorcy, czyli dla większości. A co z programami, które serwuje nam dzisiejsza telewizja? Oprócz tych, gdzie uczestnicy pokazują nam swój talent kulinarny oraz wszelkie programy typu: talent show, to wciąż można spotkać, a co ciekawe obejrzeć dobry reality show. Był Big Brother, Bar oraz Frytka i Ken w jacuzzi. A teraz? Warsaw Shore, czyli Trybson i jego gąski! Przekaz? To kontrowersyjne reality show opowiada o przygodach grupy młodych Polaków - czterech kobiet i czterech mężczyzn, którym kamery towarzyszyły w pięknej willi z basenem przez cały miesiąc. Mieszkańcy domu mieli za zadanie być sobą i świetnie się bawić podczas licznych imprez. Reality show wprowadziło nowy typ bohatera i jest to tzw. każdy.  To nowy bohater masowej wyobraźni, udaje codzienność i robi to przed dziesiątkami tysięcy widzów.

Czy jest jakieś wyjście?

Doświadczamy eksplozji informacyjnej. Trzeba się nauczyć jak żyć w takim świecie. Jak przyswajać dane i je znajdować. Dzisiejsza telewizja przestała informować ludzi, a zaczęła tylko komentować ustami przypadkowych ludzi, którzy obrażają tylko lub wyśmiewają na wizji innych. Pojawia się zatem pytanie: czy największa słabością telewizji jest widz? Na rynku nie można abstrahować od tego, czego chce widz. To, że filmy Woody`ego Allena chodzą po godzinie 23, to nie jest wybór właściciela telewizji. To wybór widza, który chce o 20.00 oglądać rozrywkę przaśną. Telewizje komercyjne zwracają się w stronę większości, która woli mało wymagającą rozrywkę.


 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Być jak Scarlett – „Nie mogę teraz o tym myśleć, bo oszaleję. Pomyślę o tym jutro.”

(S) – Stres, pracoholizm, ciągłe zadręczanie się najmniejszymi drobnostkami. Ktoś czegoś nie zrobił, ktoś coś zrobił, a co będzie gdy …. – i tak na okrągło. Niby wolny dzień, a jednak myśli krążą wokół pracy. Co tam się dzieje, czy na pewno wszystko zrobiłam jak trzeba, a jeśli się pomyliłam, a może był tajemniczy klient. A potem zdziwienie, bo migrena nie wiadomo skąd, bo niewyspanie, zmęczenie.

12 sierpnia jest Dniem Pracoholika. Daleko jeszcze, wiem. Ale może właśnie z tej okazji warto zastanowić się nad tym, czy aby na pewno chcemy zaliczać się do tego grona?

Kiedy tak przeglądam artykuły na temat pracoholizmu i czytam jakie mogą być jego skutki budzi się we mnie coś na kształt buntu. Bo ja nie chcę mieć tych wszystkich chorób i zaburzeń! Wcale mi się nie podoba to, że w nocy spać nie mogę. A jak już mi się uda w tym szale założyć rodzinę, to co, mam tylko czekać aż mi się rozpadnie?! A do tego jeszcze stres, i te wszystkie choroby serca i wszystkiego co człowiek w sobie posiada. Nie, nie, nie, nie – i jak tu się nie stresować, skoro chcąc się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat czuję jak mi ciśnienie wzrasta? To jest bardziej stresujące, niż moje ciągłe myślenie o pracy.

Niby łatwo powiedzieć „nie myśl o pracy, jesteś w domu, zrelaksuj się”. Okazuje się jednak, że to wcale nie jest takie proste. Zawsze gdzieś w podświadomości kręci się ta myśl „co tam się dzieje?”.

Bo przecież to jest ważne, być na bieżąco, nie zostawać w tyle, mieć stale aktualne informacje. Tylko pytanie po co. Czy naprawdę stanie się coś złego, nastąpi koniec świata, gdy te wszystkie dane zaktualizuję, gdy będę w pracy? Na przykład rano, 20 minut przed rozpoczęciem zmiany przeczytam maile, odczytam wiadomości od zmienniczki, zapoznam się z ewentualnymi zmianami. Niby nic. Żadnej tragedii nie będzie. Wszak nie muszę poświęcać swojego wolnego dnia na to, aby jednak wciąż być w pracy. Powinnam w tym momencie regenerować siły, skupić się na sobie i swoich prywatnych sprawach. Prawda? Czyż nie tak powinno być? A jednak ciężko jest tak się oderwać. W głowie wciąż siedzi ta namolna myśl, że musisz, musisz mieć wszystko pod kontrolą. Nie możesz sobie pozwolić na to, żeby najdrobniejszej rzeczy nie wiedzieć.

I kiedy ta galopada myśli na chwilę zostaje stłumiona przychodzi olśnienie – po co ja się tak przejmuję wszystkim? O tym, że jestem pracoholiczką, albo w najlepszym wypadku mam takie zadatki wiedziałam od zawsze. Ale może właśnie trzeba być niczym Scarlett O’Hara. Powiedzieć sobie wprost: „Nie mogę teraz o tym myśleć, bo oszaleję. Pomyślę o tym jutro.”’ wszak „jutro też jest dzień”. Koniec świata nie nastąpi, gdy maile odczytam w pracy. Wszelkie klęski żywiołowe nie spadną na ludzkość, gdy swój wolny czas poświęcę dla siebie. Deszcz meteorytów nie zgładzi świata, jeżeli oddzielę życie prywatne od zawodowego. Takie to proste, takie proste.

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Dorośli ludzie z mentalnością gimnazjalisty.

(S) – O tym, że na rynku pracy różowo nie jest wiemy wszyscy. Większość (w tym i ja) przekonuje się o tym na własnej skórze. Wykształcenie nie wystarczy, potrzebna jest też silna wola, chęci i całe mnóstwo samozaparcia, żeby wreszcie móc powiedzieć „udało się”. Ale to wszystko dotyczy osób, które chcą pracować.

Nigdy nie popierałam, i popierać nie będę stwierdzenia, że „praca jest, tylko trzeba się po nią schylić”. Prawda jest taka, że trzeba długo i mozolnie szukać, przebierać, żeby znaleźć coś sensownego. Nie oznacza to jednak, że się nie da. Rozumiem poszukujących i nie chcę ich oceniać. Na ich tle wyróżnia się jednak pewna grupa, która swoim podejściem doprowadza mnie do szału. Mam tu na myśli ludzi, którzy skończyli (lub i nie) jakieś tam studia lepsze czy gorsze i myślą, że to im powinno cały świat rzucić do stóp. Takich co to w życiu się żadną poważniejszą pracą nie zhańbili, bo uważają, że samym swoim istnieniem zasługują na to, aby „na start zarabiać ze 4000 zł” – no śmiech na sali! I może w tych oczekiwaniach nie byłoby nic dziwnego, wszak trzeba się szanować, gdyby nie to, że często jedynym osiągnięciem takich osób jest rekord spożytych procentów pod budką z piwem.

Najbardziej w tego typu osobach wnerwia mnie to ich podejście „mi się należy” z jednoczesnym wystawaniem po zasiłek z UP. Gorsze jest jednak to, że kiedy dostają ofertę pracy to zaczynają jęczeć, kręcić nosem: „bo to harówka; a ta umowa, może jednak lepiej bez (!); a bo to, a bo sramto”. I nagle okazuje się, że niby tacy chętni do pracy, a tu kurcze trzeba wyjść z domu, ba trzeba coś podnieść, przenieść i nic nie dostaniesz za darmo. Jakież to musi być fascynujące odkrycie. Nowy świat! Jak Kolumb trafiają na nieznane krainy. Najlepsze (albo i najgorsze) jest jednak to, że w dużej mierze są to ludzie młodzi, którzy dostają jakąś tam szansę i nie chcą jej wykorzystać, bo …… no właśnie nie wiem dlaczego. Dla mnie samej konieczność stawienia się w UP była po prostu poniżająca i cieszyłam się jak małe dziecko, gdy tylko nadarzyła się okazja by już więcej się tym miejscu nie pojawić. A tu nagle dowiaduję się, że są ludzie, którym to odpowiada. Kończą szkołę i nie mają zamiaru wydorośleć. Są za to mistrzami w pieprzeniu bzdur o życiu, zachowują się jakby wszystkie rozumy pozjadali, a w ostateczności ich wypowiedzi sprowadzają się do tego ile piw wypili dnia poprzedniego.

Nagle zaczęłam rozumieć tych co to uważają nas za pokolenie roszczeniowe. Ba, samej mi to przez myśl przeszło. I zła jestem na tych wszystkich nierobów i leni, którzy za „marne 1500” to z łóżka nie wstają. Nie wiem co trzeba mieć w głowie …..

 Ale, już koniec. Opanowuję się. Wszak w dużej mierze otaczają mnie ludzie (na całe szczęście), którzy chcą i są zaprzeczeniem tych, o których napisałam. I być może żyję w lekko utopijnym świecie, ale wierzę w to, że jednak większość z nas, naszego pokolenia (pepsi :P ) nie chce skończyć w kolejce po zasiłek, że nam się naprawdę chce pracować, działać i robić coś sensownego.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Cmentarz ambicji

(I) Ambicja – dążenie do czegoś, pragnienie osiągnięcia czegoś. Ambicja, jako cecha charakteru zdaje się być ogólnie pożądana. Jej posiadanie sprzyja stawianiu sobie trudnych, poważnych celów, wytrwałego i godnego podziwu dążenia do nich i zdobywaniu kolejnych ważnych stopni rozwoju. Cecha ta pozwala teoretycznie na to, aby dążyć do perfekcji i osiągania najwyższych not, zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Czy jednak zawsze człowiek ambitny może liczyć na sukces? I czy nie zdarza się czasem tak, że przerost ambicji i jej zdecydowany nadmiar w życiu, może spowodować fatalne skutki nie tylko dla posiadacza tej cechy, ale także najbliższych mu osób?

Zdarza się również tak, że osoby, które skończyły studia nie pracują w swoim zawodzie. Nie będę tutaj oczywiście poruszać kwestii tego, że niektórzy idą na studia dla słynnego mgr, ani tego, że pewne kierunki nie mają przyszłości. Nie będę również stawać po stronie humanistów, czy ścisłowców – NIE! Zwrócę tutaj raczej uwagę na to, że często tkwimy w pracy, której nie lubimy, bo nie chce nam się walczyć o to, co tak naprawdę chcielibyśmy robić. Byle jaką pracę możemy wykonywać na studiach. Problem pojawia się w momencie, gdy kończymy studia, a w takiej pracy dalej tkwimy. Dlaczego? Bo boimy się utraty stabilności, bo może nie znajdziemy niczego lepszego, bo może najzwyczajniej się nie uda. A tymczasem potrzebna jest tylko motywacja i wewnętrzne przekonanie, że trzeba podjąć taką walkę.
Motywacja jest głównym powodem dla którego jesteś w pracy. Niektórzy pracują, bo muszą. Inni robią to, ponieważ uwielbiają wykonywaną profesję. Praca to ich drugi dom i realizator pragnień zawodowych. Co może motywować? Kasa – pieniądze są kluczowym motywatorem do podejmowanie pracy. Gdy profesja i zlecenie się opłaca, chętniej pracujesz. Dla niektórych to podstawowy motywator oraz kluczowy wskaźnik opłacalności. Za sumienne wykonywanie obowiązków należy się premia lub podwyżka. To sposób na docenienie zaangażowania i finansowa pochwała. Doświadczenie zawodowe i budowanie pozycji w branży przekłada się na finanse. Pochwała – motywacja pozafinansowa to potrzebny dodatek do rozwoju osobistego. Samo wynagrodzenie to za mało, żeby podbudować pracownika. Komplementy są jego naturalną potrzebą. Dzięki nim czujemy się potrzebni i doceniani. Chwalić trzeba i warto.Wyzwania – praca powinna być niekończącym się wyzwaniem, powinna realizować ambicje i aspiracje. Ekscytująca, pozbawiona rutyny i stawiająca nowe możliwości – to praca marzeń. Niektórzy nie lubią automatyzmu w pracy. Tylko jeśli każdy dzień to fascynująca przygoda, kochasz ją. Gdy możesz wykorzystywać kompetencje, jesteś usatysfakcjonowany. Dodatkowa samodzielność i decyzyjność sprawia, że wpływasz na kształt firmy i liczysz się w niej. Zadowolenie – praca wykonywana z pasją to poszukiwany rarytas. Dla niektórych bez realizowania pasji nie ma pełnego zadowolenia i spełniania zawodowego. A to daje poczucie, że praca ma sens. Kompatybilność zainteresowań z obowiązkami zapewnia całkowitą satysfakcję.

Złoty środek?
Przede wszystkim nigdy się nie poddawajmy. Oczywiście, prędzej czy później staniemy w obliczu przeszkody – wydawałoby się – nie do pokonania. Prawdziwego człowieka sukcesu można poznać po tym, jak radzi sobie w trudnych chwilach. Jeżeli będziemy załamywać ręce i żalić się na swoje kłopoty, z pewnością przestaniemy dążyć do realizacji marzeń. Bądź zatem wytrwały w swoich dążeniach, uparcie podążaj do celu.
P.S. Trzeba próbować. Czasem cięcie musi być zdecydowane – coś o tym wiem.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Pokochać iPada

(I)Kto z nas choć raz nie stwierdził, że nie wyobraża sobie życia bez swojego smartphona czy komputera? Dziś te urządzenia stają się coraz bardziej niezastąpione, nie pozwalają zginąć w obcym mieście i ratują przed nudą na służbowym spotkaniu. Czy wirtualna bliskość jest realną alternatywą dla relacji z prawdziwym, żywym człowiekiem? W dobie Facebooka oraz Twittera budujemy złudne poczucie bliskości – ludzie, o których wiemy coś dzięki serwisom społecznościowym, a których tak naprawdę dobrze nie znamy, mogą nam się wydawać bliżsi niż są w rzeczywistości.

Czy to odległa przyszłość? Znany reżyser Spike Jonze przedstawił ostatnio ciekawy obraz utopijnego świata. Ona to futurystyczny science fiction, gdzie człowiek romansuje z systemem operacyjnym. To wcale nie tak bardzo nieprawdopodobne. W czasach, kiedy wirtualna asystentka użytkowników iPhonów – Siri zaprogramowana jest by reagować na sygnały ostrzegawcze samobójstwa, możemy śmiało stwierdzić, że maszyny wkraczają na coraz bardziej intymne obszary naszego życia. Główny bohater filmu – Theodor decyduje się na zakup najnowszego systemu operacyjnego OS1, który jest czymś więcej niż tylko zwykłym komputerem. Idealnie skrojona na jego potrzeby wirtualna asystentka o imieniu Samantha z czasem staje się kim więcej – przyjaciółką aż w końcu kochanką. Co ciekawe, relacje między Theodorem, a Samanthą są zaskakująco ludzkie i prawdziwe. On po wielu miesiącach decyduje się na podpisanie papierów rozwodowych. Ona odkrywa, że pod wpływem Theodor’a czuje rzeczy, które nie zostały zaprogramowane. Zresztą w tej bliżej nieokreślonej przyszłości, intymne relacje ludzi i komputerów nie są niczym szokującym. To przejaw ewolucji społeczeństwa.

Reżyser w sposób znakomity używa absurdalnych sposobów, aby dostać się do głęboko skrywanych emocji swoich bohaterów. Ona to wcale nie utopijna wizja przyszłości, ale dowód na to w jakim stanie są i będą relacje międzyludzkie. Ona opowiada o pragnieniu, czasami desperackim i beznadziejnym, by zbliżyć się do drugiej osoby, o obawie przed kolejną uczuciową klęską. O tym, jak w czasach, kiedy kontakty coraz częściej zapośredniczone są przez Internet, tak wielu ludzi udaje kogoś, kim nie jest.

Chciałoby się zapytać: etos błędu, czy konsumpcja przesytu? Bliskość stworzona tylko za pośrednictwem Facebooka nie jest realną bliskością, np. w trudnych sytuacjach nie możemy raczej liczyć na wsparcie i autentyczną pomoc. Dla innych Facebook, to także sposób na podtrzymanie kontaktu z osobami, z którymi normalnie byśmy w żaden sposób ich nie utrzymywali.

Wydaje się, że Internet może zrewolucjonizować nasze życie, jest on bowiem nową formą komunikowania społecznego, która kreuje nową sferę życia społecznego – globalną przestrzeń społeczną, niewidzialną przestrzeń rozumienia, wiedzy i siły intelektu, wewnątrz której rozkwitać będą i mutować nowe jakości bytu i nowe sposoby kształtowania społeczeństwa. Pojawią się zjawiska z nowymi grupami, społecznościami czy nawet quasi-społeczeństwami, których opisem i analizą zajmują się już socjologowie, psychologowie i filozofowie. Niewątpliwie jest to sfera skazana na ekspansję. Mówiąc inaczej, coraz więcej społecznej aktywności, życia jednostek, będzie się realizować w wymiarze wirtualnym, który jest nie tylko sprawczy (realny) sam w sobie, ale i coraz intensywniej oddziaływać będzie na pozawirtualny wymiar społecznej egzystencji.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Skomentuj

Orgia (nie) wartości.

(I) – Człowiek, jako istota rozumna i świadoma dąży do określonych wartości, które obejmują i normują wszystkie wymiary życia. Dotyczą sfery fizycznej, psychicznej, duchowej i społecznej. Stanowią one kryteria takiej postawy i takich decyzji w odniesieniu do wszystkich tych sfer, które umożliwiają człowiekowi integralny rozwój. Pamiętacie to? Jako małe dzieci uczyliśmy się tego.

Kto ty jesteś?
- Polak mały.

- Jaki znak twój?
– Orzeł biały.

- Gdzie ty mieszkasz?
– Między swemi.

- W jakim kraju?
W polskiej ziemi.

- Czym ta ziemia?
– Mą ojczyzną.

- Czym zdobyta?
– Krwią i blizną.

- Czy ją kochasz?
– Kocham szczerze.

- A w co wierzysz?
– W Polskę wierzę.

- Czym ty dla niej?
– Wdzięczne dziecię

- Coś jej winien?
– Oddać życie.”

Wpajano nam wartości, o których tak naprawdę nie mieliśmy pojęcia. Choć nie wkraczaliśmy w dorosłe życie w czasach bohaterów Kamieni na szaniec to jakaś kiełkująca idea została nam zaszczepiona. Zośka, Rudy, Alek zostali wychowani w patriotycznych domach, kształtowani przez harcerskie ideały. Stają się żołnierzami i choć codziennie ocierają się o śmierć, to jednak nawet w tych okrutnych czasach potrafią żyć pełnią życia. Walczą ofiarnie i z honorem. Odchodzą jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec, zostawiając po sobie wielką lekcję przyjaźni, honoru i miłości do Ojczyzny. A jak to wygląda dzisiaj?

Wersja nr.1

Dla jednych patriotyzm to przede wszystkim codzienność. Patriotyzm nie chodzi ubrany odświętnie, nie ma przypiętego biało-czerwonego kotylionu. On wstaje wcześnie rano, idzie do pracy, wykonuje ją sumiennie i najlepiej jak potrafi. Dzisiejsze umiłowanie własnego państwa objawia się szacunkiem dla godła, hymnu, kultury, tradycji, języka polskiego i historii.

Wersja nr.2

Niewiele w nas zostało z romantycznych bojowników o ojczyznę. Jak wynika z ostatnich badań: młodzi nie są gotowi ginąć za ojczyznę. Tymczasem coraz częściej w kontekście wydarzeń na Ukrainie pojawia się pytanie, na ile Polska i Polacy mieliby szanse powstrzymać agresję zbrojną? Kompletnie nie czujemy się gotowi, aby ginąć za ojczyznę. Nie jesteśmy nastawieni patriotycznie. Pojawiają się opinie, że nie chcielibyśmy walczyć za nasz kraj. Co jest więc dzisiaj oznaką umiłowania Ojczyzny, skoro nie gotowość do obrony jej granic i niepodległości? Co jest oznaką patriotyzmu współczesnego Polaka? Jeśli flaga, to znaczy, że trzeba nam bić w bębny i wzywać do pobudki! Ot, tak tylko pytam….
Choć w  razie realnego zagrożenia nie byłoby wyboru i poszlibyśmy w kamasze to dla wielu z nas bowiem, przeszkolenie wojskowe zakończyło się na etapie gier typu Call of Duty.

W warunkach szybkich przemian społecznych, politycznych i ekonomicznych rozwijają się nowe wartości, a dotychczas istniejące zyskują nowy profil lub podlegają procesom destabilizacji. Zmieniają się nie tylko pojedyncze wartości, ale także całe systemy wartości.
Nasuwa się wobec tego pytanie czy wszystkie wartości są zmienne, zdeterminowane przez aktualne, społeczno-ekonomiczne warunki życia, czy istnieją wartości trwałe, ogólnoludzkie, ponadczasowe, uniwersalne?

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Obrażona na cały świat, a wszystko przez pepsi.

(S) – Ostatnio (no może nie tak ostatnio, jakiś czas temu) przeczytałam w Newsweeku artykuł o obecnym pokoleniu 30-latków, pokoleniu pepsi (jedyny element tego tekstu, który trafił w moje lodowate serce). Z góry wiedziałam o czym ten tekst będzie traktował, bo i trudno byłoby się nie domyśleć. Mimo to, wiedziona jakimś masochistycznym impulsem – przeczytałam, choć obiecywałam sobie wiele razy, że nie będę się denerwować.

I cóż, wniosek z tego taki, że perorowanie na temat naszego rozleniwionego i na dodatek obrażonego pokolenia jest niezwykle modny. Odnoszę nawet wrażenie, że to taka trochę „zapchajdziura” w sytuacji, gdy nie ma o czym napisać (a tyle wokół się dzieje), a za coś zapłacić muszą.

Jako 30-latka (doczekałam się) nie czuję się obrażona na świat o to, że muszę walczyć o swoje. Aby zdobyć pracę musiałam długo i mozolnie jej szukać. Czasem narażałam się na spotkania z różnego rodzaju oszustami, a nawet zdarzyło mi się zostać oszukaną – tak całkiem serio. Musiałam nachodzić się, czasami rozmawiać z naciągaczami i cwaniaczkami próbującymi wykorzystać sytuację, jaka ma miejsce na naszym rynku pracy. Ale się NIE obrażam. NIE, ja się cieszę, że w końcu mi się udało, że znalazłam pracę. Naprawdę, cholernie się cieszę. I wcale nie mam też wielkich wymagań, nie jestem roszczeniowa. Byłam nastawiona na to, że wystarczy mi absolutne minimum, byleby nikt nie zrobił mnie w konia. Serio, takie już było moje podejście.

Inną kwestią jest to, że faktycznie całe nasze pokolenie było karmione bzdurami typu: „ucz się, a cały świat stanie przed tobą otworem”. Nie chodzi mi o samo zdobywanie edukacji, nie zrozumcie mnie źle. Mam na myśli to, że mieliśmy wpojony pęd za papierkiem. Pojawiła się wtedy swoista „moda na dyplom”. Z biegiem lat okazało się jednak, że możemy swoje dyplomy oddać na makulaturę, ponieważ nie mają żadnego znaczenia. Kto na naszym miejscu nie byłby wkurzony?!

O tym, że całe to gadanie okazało się kompletną bzdurą przekonałam się (i chyba nie tylko ja) po latach spędzonych nad książkami i kilku następnych, gdy już z tym osławionym papierkiem szukałam swojego miejsca na rynku pracy. I mogę teraz śmiało powiedzieć, że było to jak zderzenie z tramwajem. Ale się NIE obrażam! Czasami jest mi po prostu żal straconego czasu. Mało tego, uważam, że takie doświadczenie było nam potrzebne. I nie tylko nam – „obrażonym 30-latkom”, ale i całemu wcześniejszemu pokoleniu, które nas tymi bzdurami karmiło, a teraz z lubością nakręca temat o „niedorosłych dorosłych”.

Na szczęście młodsze pokolenie widzi jakie błędy popełniliśmy. Wiedzą, że sam papierek nie ma aż takiego znaczenia, że trzeba być także upartym i jednak mieć trochę szczęścia. Wszak wiadomo, że „jak ktoś ma pecha to i palec w dupie złamie”. Bądźmy szczerzy – obecnie szukanie pracy (nie byle jakiej) ze szczęściem ma wiele wspólnego.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | Skomentuj