W Polsce, żeby być bohaterem, trzeba być kulą na wskroś przebitym.

(I) – Wojna jak ta lala, ja chcę do powstania, zaraz się zacznie, trzeba to pokazać…jak inaczej będą wiedzieć jakie było to powstanie? To tylko niektóre słowa z filmu Powstanie Warszawskie. Czujecie tę moc? W tym roku powstał pewnego rodzaj kult Powstania Warszawskiego wzmacnianego przez muzeum jego imienia. Umasowienie i komercjalizacja Powstania nie ma granic. Jeśli można wypiekać papieską kremówkę, czemu nie sprzedawać powstańczej zupy? I właściwie dlaczego miałoby to być takie złe?

Cofnijmy się trochę wstecz. Mamy początek roku i pierwszy film z tej serii, a mianowicie Kamienie na szaniec. Im mocniejsze słowa padały w tym filmie, tym bardziej było słychać głuchy pomruk i ciszę. A więc nie udało się przenieść emocji na odbiorców. Legendarni harcerze zachowują się tak jakby zostali odmóżdżeni. W głowie mają kaszę wymieszanych bezładnie poglądów, przeświadczeń i cytatów. Zośka - Rudy – Alek – ikony młodzieńczego patriotyzmu i bohaterstwa, ale także przedwczesnej, wymuszonej wojną dojrzałości. A tu: klaty po siłowni a głowy po jakiejś szczeniackiej zadymie. O harcerstwie słyszeli zdaje się tyle, że chodzi się tam w krótkich zielonych spodenkach i podkolanówkach. Ciekawi mnie po co Robert Gliński zrealizował ten film? Chyba tylko po to, żeby widz przekonał się o tym, że lepiej przeczytać książkę.

Mówią o nim różnie. Jedni piszą, że to filmowa klęska, drudzy zaś, że jest autentycznie wstrząsający. Tak, mowa tu o filmie Powstanie Warszawskie. Fabuła udająca dokument – to się w kinie zdarzało, ale odwrotnie? Pomysł autorstwa Jana Komasy jest bardzo prosty: fikcyjnymi bohaterami są bracia, operatorzy kroniki powstańczej, których nie widzimy na ekranie. Ale całe powstanie oglądamy z punktu widzenia kamery, którą operują, choć w istocie są to zmontowane materiały, kręcone przez 12 podobnych ekip dokumentujących walki powstańcze. W tym filmie kamera patrzy na ludzi z ich poziomu, pozwala być z nimi razem. To nowa faza pamięci powstania, powtórnie odkrytej i przyswojonej w sposób nieideologiczny, nieskierowany przeciw nikomu.

Ostatnim filmem z tej serii jest Matrix made in Poland, czyli Miasto 44. Była miłość, krew i śmierć. Po obejrzeniu filmu zaniemówiłam. Nie ze wzruszenia jednak, tylko dlatego, że nie wiedziałam co powiedzieć. Jak uporządkować sprzeczne myśli i nadać sens wrażeniom. Po obejrzeniu tego filmu stwierdzam, że to nie jest film o Powstaniu Warszawskim! To jest film o tym, jaki powidok po tym wydarzeniu został w wyobraźni dzisiejszych młodych ludzi, dla których Lana del Rey, Czesław Niemen i Marino Marini należą do tej samej listy przebojów. Oglądałam Miasto 44 początkowo zaintrygowana, później znudzona niepomiernie, zirytowana i zanurzona w rozścielającej się woni popcornu wyżeranego z wielkich papierowych kubłów, choć w przypadku takiego filmu rozpylać by raczej należało swąd spalonych ciał, smród szamba z kanałów, woń prochu i zapach krwi, odór strachu i brudu. O wiele bardziej przekonuje mnie opis (za młodego na Powstanie Warszawskie) Jarosława Marka Rymkiewicza z Kinderszenen: Nie mogę powiedzieć, że mam jakieś wielkie pretensje do Niemców, że czegoś od nich oczekuję czy czegoś żądam. Chciałbym tylko, żeby wiedzieli, co mi zrobili – zniszczyli moje dzieciństwo i zrujnowali moją wyobraźnię. Została kupa gruzów, kupa trupów, wielkie szambo, wielka dziura wypełniona czarną krwią.

Spójrzmy prawdzie w oczy…Powstanie Warszawskie przechodzi do sfery popkultury. W ten sposób zyskujemy bohaterów, ale tracimy wymiar tragedii. Krew, pot i łzy stają się odrealnione, na pierwszy plan wychodzą młodość i miłość. Powstają filmy, seriale, murale, komiksy. Na jednej z okładek serii Powstanie 44 widać prezentowane w filmowym stylu figury powstańca i jego towarzyszki. Konwencja filmowa formatuje tam treść. Coraz rzadziej propagandowe opowieści chwały można osadzić w perspektywie dziadka czy babci, którzy przeżyli powstanie. Śmierć zostanie oczyszczona z wątpliwości, by produkt, jakim jest powstanie, mógł zaistnieć w naszych sytych czasach. Czasach, w których rodzice boją się mówić dzieciom, że żeby była szynka, trzeba zabić zwierzę. A biorąc pod uwagę, że oddziaływanie mediów jest wielkie, warto zadać pytanie: jak dzieci mają naśladować naszych bohaterów? Kiedyś bawiono się w Czterech pancernych i psa. Co mają zrobić dzieci, by zidentyfikować się z powstaniowym bohaterem?

(S) - Zgadzam się w pełni. Dodam tylko od siebie, że im więcej tych filmów, tym bardziej się wkurzam. Nie, nie na twórców. Nie na aktorów. Wkurzam się na tych dorosłych, którzy w ogóle pozwolili na to, aby dzieci (16 lat to dziecko) walczyły. Ja wiem – patriotyzm. Wiem – walka o wolność. Doskonale to rozumiem. Ale coraz częściej mam wrażenie, że dorośli kierowali na odległość bandą dzieci. Pozwolili, żeby te dzieci ginęły w imię wolności, patriotyzmu. I nie tylko po naszej polskiej stronie, bo jak się bliżej przyjrzeć to i po stronie wroga na pierwszej linii stały dzieci. Co jest w tym wszystkim najgorsze? Nie uczy się na błędach. Wszystkie nasze narodowe zrywy kończyły się tak samo niestety. Szalone bohaterstwo kilku napaleńców nie wystarczy, aby pokonać potężną armię. Nie dziwi mnie więc spojrzenie współczesnej młodzieży, która pytana o to czy postawa młodych powstańców była bohaterstwem czy głupotą wskazują to drugie. Zamiast ich od razu krytykować wysłuchajmy co mają do powiedzenia. Wracając do wspomnianych przez koleżankę filmów. Największe wrażenie zrobiło na mnie Powstanie Warszawskie.
Dwa pozostałe to takie powstanie w wersji pop, przy czym Miasto 44 skojarzyło mi się raczej z typowo amerykańskim kinem akcji. Jeśli chodzi o Kamienie ma szaniec to jeśli nastolatki zapatrzone w tablety i zamykające się w wirtualnym świecie stwierdzają, że książka jest lepsza to ja nie mam nic więcej do dodania.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>