Być jak Scarlett – „Nie mogę teraz o tym myśleć, bo oszaleję. Pomyślę o tym jutro.”

(S) – Stres, pracoholizm, ciągłe zadręczanie się najmniejszymi drobnostkami. Ktoś czegoś nie zrobił, ktoś coś zrobił, a co będzie gdy …. – i tak na okrągło. Niby wolny dzień, a jednak myśli krążą wokół pracy. Co tam się dzieje, czy na pewno wszystko zrobiłam jak trzeba, a jeśli się pomyliłam, a może był tajemniczy klient. A potem zdziwienie, bo migrena nie wiadomo skąd, bo niewyspanie, zmęczenie.

12 sierpnia jest Dniem Pracoholika. Daleko jeszcze, wiem. Ale może właśnie z tej okazji warto zastanowić się nad tym, czy aby na pewno chcemy zaliczać się do tego grona?

Kiedy tak przeglądam artykuły na temat pracoholizmu i czytam jakie mogą być jego skutki budzi się we mnie coś na kształt buntu. Bo ja nie chcę mieć tych wszystkich chorób i zaburzeń! Wcale mi się nie podoba to, że w nocy spać nie mogę. A jak już mi się uda w tym szale założyć rodzinę, to co, mam tylko czekać aż mi się rozpadnie?! A do tego jeszcze stres, i te wszystkie choroby serca i wszystkiego co człowiek w sobie posiada. Nie, nie, nie, nie – i jak tu się nie stresować, skoro chcąc się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat czuję jak mi ciśnienie wzrasta? To jest bardziej stresujące, niż moje ciągłe myślenie o pracy.

Niby łatwo powiedzieć „nie myśl o pracy, jesteś w domu, zrelaksuj się”. Okazuje się jednak, że to wcale nie jest takie proste. Zawsze gdzieś w podświadomości kręci się ta myśl „co tam się dzieje?”.

Bo przecież to jest ważne, być na bieżąco, nie zostawać w tyle, mieć stale aktualne informacje. Tylko pytanie po co. Czy naprawdę stanie się coś złego, nastąpi koniec świata, gdy te wszystkie dane zaktualizuję, gdy będę w pracy? Na przykład rano, 20 minut przed rozpoczęciem zmiany przeczytam maile, odczytam wiadomości od zmienniczki, zapoznam się z ewentualnymi zmianami. Niby nic. Żadnej tragedii nie będzie. Wszak nie muszę poświęcać swojego wolnego dnia na to, aby jednak wciąż być w pracy. Powinnam w tym momencie regenerować siły, skupić się na sobie i swoich prywatnych sprawach. Prawda? Czyż nie tak powinno być? A jednak ciężko jest tak się oderwać. W głowie wciąż siedzi ta namolna myśl, że musisz, musisz mieć wszystko pod kontrolą. Nie możesz sobie pozwolić na to, żeby najdrobniejszej rzeczy nie wiedzieć.

I kiedy ta galopada myśli na chwilę zostaje stłumiona przychodzi olśnienie – po co ja się tak przejmuję wszystkim? O tym, że jestem pracoholiczką, albo w najlepszym wypadku mam takie zadatki wiedziałam od zawsze. Ale może właśnie trzeba być niczym Scarlett O’Hara. Powiedzieć sobie wprost: „Nie mogę teraz o tym myśleć, bo oszaleję. Pomyślę o tym jutro.”’ wszak „jutro też jest dzień”. Koniec świata nie nastąpi, gdy maile odczytam w pracy. Wszelkie klęski żywiołowe nie spadną na ludzkość, gdy swój wolny czas poświęcę dla siebie. Deszcz meteorytów nie zgładzi świata, jeżeli oddzielę życie prywatne od zawodowego. Takie to proste, takie proste.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>