Obrażona na cały świat, a wszystko przez pepsi.

(S) – Ostatnio (no może nie tak ostatnio, jakiś czas temu) przeczytałam w Newsweeku artykuł o obecnym pokoleniu 30-latków, pokoleniu pepsi (jedyny element tego tekstu, który trafił w moje lodowate serce). Z góry wiedziałam o czym ten tekst będzie traktował, bo i trudno byłoby się nie domyśleć. Mimo to, wiedziona jakimś masochistycznym impulsem – przeczytałam, choć obiecywałam sobie wiele razy, że nie będę się denerwować.

I cóż, wniosek z tego taki, że perorowanie na temat naszego rozleniwionego i na dodatek obrażonego pokolenia jest niezwykle modny. Odnoszę nawet wrażenie, że to taka trochę „zapchajdziura” w sytuacji, gdy nie ma o czym napisać (a tyle wokół się dzieje), a za coś zapłacić muszą.

Jako 30-latka (doczekałam się) nie czuję się obrażona na świat o to, że muszę walczyć o swoje. Aby zdobyć pracę musiałam długo i mozolnie jej szukać. Czasem narażałam się na spotkania z różnego rodzaju oszustami, a nawet zdarzyło mi się zostać oszukaną – tak całkiem serio. Musiałam nachodzić się, czasami rozmawiać z naciągaczami i cwaniaczkami próbującymi wykorzystać sytuację, jaka ma miejsce na naszym rynku pracy. Ale się NIE obrażam. NIE, ja się cieszę, że w końcu mi się udało, że znalazłam pracę. Naprawdę, cholernie się cieszę. I wcale nie mam też wielkich wymagań, nie jestem roszczeniowa. Byłam nastawiona na to, że wystarczy mi absolutne minimum, byleby nikt nie zrobił mnie w konia. Serio, takie już było moje podejście.

Inną kwestią jest to, że faktycznie całe nasze pokolenie było karmione bzdurami typu: „ucz się, a cały świat stanie przed tobą otworem”. Nie chodzi mi o samo zdobywanie edukacji, nie zrozumcie mnie źle. Mam na myśli to, że mieliśmy wpojony pęd za papierkiem. Pojawiła się wtedy swoista „moda na dyplom”. Z biegiem lat okazało się jednak, że możemy swoje dyplomy oddać na makulaturę, ponieważ nie mają żadnego znaczenia. Kto na naszym miejscu nie byłby wkurzony?!

O tym, że całe to gadanie okazało się kompletną bzdurą przekonałam się (i chyba nie tylko ja) po latach spędzonych nad książkami i kilku następnych, gdy już z tym osławionym papierkiem szukałam swojego miejsca na rynku pracy. I mogę teraz śmiało powiedzieć, że było to jak zderzenie z tramwajem. Ale się NIE obrażam! Czasami jest mi po prostu żal straconego czasu. Mało tego, uważam, że takie doświadczenie było nam potrzebne. I nie tylko nam – „obrażonym 30-latkom”, ale i całemu wcześniejszemu pokoleniu, które nas tymi bzdurami karmiło, a teraz z lubością nakręca temat o „niedorosłych dorosłych”.

Na szczęście młodsze pokolenie widzi jakie błędy popełniliśmy. Wiedzą, że sam papierek nie ma aż takiego znaczenia, że trzeba być także upartym i jednak mieć trochę szczęścia. Wszak wiadomo, że „jak ktoś ma pecha to i palec w dupie złamie”. Bądźmy szczerzy – obecnie szukanie pracy (nie byle jakiej) ze szczęściem ma wiele wspólnego.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>