Kokietki, flirciary i erotoman gawędziarz.

(S) – Niech Was pozory nie zmylą (choć takich nie stwarzam), ja nie należę do żadnej z powyższych grup.

O czym zatem będzie ten tekst? A no o tym, co mnie (i wiem, że również i moją koleżankę współprowadzącą) krępuje i tym samym sprawia, że mój tok myślenia odbiega nieco o stereotypowego (aczkolwiek, jeśli się mylę i są wśród Was tacy, którzy do tej grupy należą to niezmiernie mnie to cieszy).

Jest taki serial, z pewnością kojarzycie, „Seks w wielkim mieście”. Próbowałam go oglądać, zrobiłam kilka podejść, ale nie, to zdecydowanie nie dla mnie. Wszystkie, być może i fascynujące przygody głównych bohaterek przyćmiewa mi wieczne napierdzielanie o facetach i ciuchach.

Nie powiem, żebym w życiu takich rozmów nie przeprowadziła. Ale, cholera, żeby tak non stop?

Serio? Ile można gadać wciąż o tym samym?! Jako osoba, która często takich wywodów wysłuchuje nauczyłam się po prostu wyłączać. I kiedy tak ktoś mi opowiada, jaki to ktoś tam fajny tyłek, a że wszyscy faceci to zdrajcy, a że flirtowanie uspokaja, a że bla bla bla bla ………. I tu ja ląduję gdzieś w odległej galaktyce. Pod stopami miękka trawa, nad głową błękitne niebo, a ja niczym ta zwiewna rusałka pląsam po polanie za motylkami. I nie żartuję. Umiejętność przenoszenia się do innej czasoprzestrzeni opanowałam do perfekcji.

Najgorsze jest to, że nawet próba zmiany takiego tematu (rzeki jak mniemam) przynosi wręcz odwrotny skutek. Słyszę, że jestem pruderyjna, że trzeba mnie zmotywować, że przecież „no, Sylwko, nie powiesz mi, że nie brak ci faceta”, „no, przyznaj, a jakbyś była facetem, to co, nie korzystałabyś?” .

No i co ja mam powiedzieć? Nie wiem co było, gdybym urodziła się Sławkiem, a nie taką aspołeczną Sylwią. Wiem natomiast, że flirciarą i kokietką nie jestem, nie potrafię i nawet nie próbuję być. Średnio mnie też obchodzą (żeby nie powiedzieć, ze wcale) cudze podboje, wyskoki i erotyczne fantazje. I szczerze mówiąc, nie, no nie wiem co jeszcze mam dodać.

Drugi temat, czyli ciuchy, ach no i koniecznie szpilki również mnie nie kręci. Już spieszę z wyjaśnieniem dlaczego. To proste. Ubrania kupuję, gdy naprawdę muszę, a nie kiedy zobaczę coś na wystawie. Wpadam, przymierzam, płacę i już. A szpilek nie noszę, nie cierpię wręcz i żadna siła mnie nie zmusi do zmiany nastawienia.

Podsumowując, jest tyle innych, ciekawszych tematów, dlatego też obiecuję, że i ten tekst był ostatnim w tejże niezwykle frapującej kwestii. Być może i skończę jako stara panna, otoczona kotami, trudno, przetrwam. Warto też pamiętać, że i cisza może być bardzo przyjemna i inspirująca zarazem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Kokietki, flirciary i erotoman gawędziarz.

  1. ~Kaśka pisze:

    Kocham, kocham, kocham normalnie bratnia dusza :P

    Też to mam, jak schodzi na ciuchy i facetów to ja, tak jak i Ty wędruję na inną galaktykę.
    A teksty typu jestem -900 na debecie, ale tą 28 kurteczkę muszę mieć :) sorry do sklepu ruszam jak muszę :)
    Pozdrowienia :D

    • iwo.syl pisze:

      O to to! A jak nie ma tematu to i pomilczeć można, film obejrzeć, czy na spacer pójść – na pewno po drodze jakiś temat się znajdzie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>