Ulotkowy zawrót głowy.

(S) – Jeszcze kilka lat temu należałam do osób, które przyjmują rozdawane wokół ulotki i jeśli je wyrzucają to dopiero w domu. Dlaczego tak? Chociażby z szacunku dla osób, które tak właśnie pracują. Piszę, że kilka lat temu nie bez powodu. Nie, nie przestałam szanować ludzi wykonujących niewdzięczny zawód „ulotkowicza”. Pewnego dnia odkryłam po prostu, że z przestrachem pokonuję drogę, np. do dworca kolejowego w Katowicach. Nie ma tam bowiem choćby najmniejszego skrawka chodnika, na którym ktoś nie atakowałby przechodnia ulotką. I żeby stali tam reprezentanci różnych firm, to jeszcze pół biedy. Nie, tutaj co chwila wyskakuje „ulotkowicz” z ofertą szkoły policealnej, tudzież firmy oferującej szybkie kredyty – zaznaczam, że pół metra wcześniej stoją ludzie dokładnie z tych samych instytucji. I być może nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że opisywana przeze mnie trasa jest naprawdę krótka. To nie jest główna arteria miasta, ani nawet kilka sąsiadujących uliczek. Nie. Mówię o zaledwie paru metrach, które trzeba pokonać slalomem między jednym „ulotkowiczem” a drugim.

Być może pomyślicie, że jestem przewrażliwiona, że się czepiam, lub jak moja siostra, że „nie mam serca”. Jednak ostatnio usłyszałam komentarz ludzi idących za mną, że „jest to miasto ulotek” i upewnił mnie on w przekonaniu, że ktoś tu ewidentnie przesadził.

Żeby jednak nie było, iż istotą tego całego wywodu jest jedynie chęć przyczepienia się do czegoś podzielę się z wami moimi przemyśleniami związanymi z formą reklamy jaką właśnie są ulotki i (uwaga) telemarketing.

Zacznę od tego, że obie te metody zdobycia klienta uważam za przestarzałe i w obecnych czasach najmniej efektywne, albo nie, inaczej – najgłupsze i strasznie denerwujące.

Miarą tego w przypadku ulotek są chociażby zapchane nimi śmietniki, ba, zaśmiecone ulice. Zastanawiam się jaki sens ma wycinanie lasów i marnowanie papieru na coś, co za chwilę wyląduje w koszu. I nie mówcie mi, że ktoś zawsze spojrzy i firma utkwi mu w pamięci, bo jest to kompletna bzdura. Wystarczy postać chwilę i popatrzeć co się dzieje z taką ulotką. Przechodzień ją bierze od tego zmarzniętego nastolatka i wyrzuca ją do najbliższego śmietnika nawet na nią nie patrząc. Owszem zdarzy się ta jedna osoba na sto, która do kieszeni wsadzi. Ale, umówmy się, jest to raczej marna statystyka.

Wspomniałam również o telemarketingu. Tak, znowu się czepiam. Powiem wprost. Nie wiem jak wy, ale ja nie odbieram połączeń z nieznanych oraz zastrzeżonych numerów. Wyszkoliłam to w sobie całkiem niedawno (było ciężko – ale to temat na inny post) i póki co ta metoda się sprawdza. Gdy jednak zdarzy mi się odebrać i słyszę „dzień dobry, nazywam się, dzwonię do pani ….” i tu pada oferta nie do odrzucenia, to niestety (wiem to świadczy o mnie źle, jestem chamką) – rozłączam się. Odebrałam swoją lekcję, że nie warto się tłumaczyć, przepraszać, odmawiać – to strata czasu. Wiem, że nie tylko mnie denerwują ludzie wydzwaniający z „super ofertą”. Jedni nie odbierają takich połączeń, inni wyżywają się na biednym telemarketerze i w gruncie rzeczy coraz mniejsza liczba konsumentów jest podatna na tego typu „ofertowanie”. Owszem, nie wykluczam, że są i tacy wśród nas, którzy nadal chętnie korzystają z wszelkich zaproszeń na pokazy garnków, magicznych dywanów i uzdrawiającej pościeli. Jednak z pewnością jest ich dużo mniej niż kilka czy kilkanaście lat temu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Ulotkowy zawrót głowy.

  1. ~Kaśka pisze:

    i to ich cudowne: „CZY PANI NIE ROZUMIE?? TO JEST NAPRAWDĘ DOBRA OFERTA!!!

    nie pani nie rozumieć, pani być tępa, pani chcieć mieć święty spokój!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>