Docenić siebie – czyli o tym, czego nie dostrzegamy patrząc w lustro.

(S) – Piszę ten tekst z poczuciem, że mogę zostać odebrana jak kolejna „ciotka dobra rada” co to rzuca farmazonami i myśli, że wszystkie rozumy pozjadała. Od razu więc zaznaczę, że nie pozjadałam i w dawaniu dobrych rad też nie jestem mistrzem. Moim takim małym marzeniem jest, abyśmy zaczęli doceniać swoje, choćby i niewielkie sukcesy i zwracam się z tym do tego mojego wewnętrznego potworka, który psuje mi radość ze wszystkiego co zrobię.

Ale od początku.

Choćby taka sytuacja: robię szybki makijaż, wkładam jakieś ciuchy. Nawet nie przeglądam się w lustrze – wiem przecież jak wyglądam, jak zwykle, byle się wmieszać w tłum i nie robić z siebie widowiska. Spotykam się z kimś, słyszę, że ładnie wyglądam. Moja pierwsza myśl: „ta, jasne, pewnie czegoś chce”.

Albo z innej beczki. Wysyłam zleceniodawcy kolejne teksty. W odpowiedzi dostaję mail, że bardzo ciekawe i chce kontynuować współpracę. I nawet początkowo czuję coś na kształt zadowolenia, ale za moment wewnętrzny chochlik podpowiada, że ten człowiek pewnie tylko tak pisze, schlebia mi i tyle.

I po co to udręczanie się? Jakby nie było można podziękować za komplement i cieszyć się z tego, że faktycznie nieźle wyglądam, albo potrafię dobrze pisać. No kurczę, przecież to prawda!

Spójrz w lustro. Czy spogląda na Ciebie jakiś potwór, który powinien chodzić z workiem na głowie? Co widzisz? Faktycznie jest tak źle? Bo może gdyby było, to nikt nie kłamał by Ci w żywe oczy mówiąc, że „ładnie wyglądasz”. A co z tą Twoją pracą? Tak szczerze. Gdybyś była tak beznadziejna jak o sobie myślisz, to czy ktoś w ogóle chciałby z Tobą współpracować?

I jak? Już się zastanowiłaś nad tą swoją samokrytyką? Czy, aby na pewno nie jest przesadzona? Czas, więc na to aby siebie polubić. A jaki jest najprostszy sposób?

Żeby kogoś poznać, trzeba z nim się spotkać od czasu czasu. Brzmi głupio, jeśli myślimy tak o spotkaniach ze sobą samym? Może. Ale spróbujmy.

Wzięłam więc ulubioną książkę i wybrałam się na randkę ze sobą. Zamówiłam dużą mrożoną kawę z lodami i bitą śmietaną. W końcu mam sobie sprawić odrobinę przyjemności. I wiecie co? To była najlepsza randka w życiu. Tym samym postanowiłam ją powtórzyć. Poszłam do kina. Na poranny seans, bo wtedy jest najmniej ludzi. I było rewelacyjnie.

Nie chodzi oczywiście o to, żeby zawsze wychodzić samotnie, bo fajnie jest też przebywać w towarzystwie innych ludzi. Po prostu od czasu do czasu warto jest przekonać się, czy potrafimy bawić się we własnym towarzystwie. Może warto czasami stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie komplement? Przyjrzeć się swojej pracy z boku i stwierdzić, że wcale nie jest tak źle. A jak sobie od czasu do czasu kupię kwiaty czy (to lepsze :P ) czekoladę, czyż nie jest przyjemniej? Bo w końcu to nie z kim innym jak ze sobą muszę spędzić całe życie, każdą godzinę i minutę, aż do samego końca.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Docenić siebie – czyli o tym, czego nie dostrzegamy patrząc w lustro.

  1. ~Joanna pisze:

    W sedno trafiasz. Wszak pokochać siebie trzeba wpierw.

  2. ~Wiola pisze:

    Inspirująco!

  3. ~Kaśka pisze:

    <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>