Bo za zimno, bo za ciepło ….. – czyli tydzień bez narzekania.

(S) – Początek kolejnego roku. Znów czas postanowień – tych nie robię, podtrzymując postanowienie z zeszłego roku. Jednak jakby na zawołanie pojawiła się ciekawa akcja – tydzień bez narzekania. Pomyślałam sobie „phi, też mi wyzwanie – dam radę”. I się zaczęło.

Dzień pierwszy – poszło całkiem nieźle. Nie licząc tego, że już z samego rana pies postanowił wydrapać pół ściany, ale przebolałam. Na szczęście w pracy też nie miałam czasu na narzekanie, więc jakoś minęło. Kolejne dwa dni jako, że miałam wolne także przetrwałam bez większych problemów. Dalej było już tylko gorzej. Najpierw w pracy zimno jak na Syberii. Grzejniki, choć gorące nic pomogły, dogrzewanie się gorącą herbatą też było na nic. Cały dzień minął pod znakiem powstrzymywania fali marudzenia. Następnego dnia nie wytrzymałam. Wezbrało się tyle, że w końcu narzekanie musiało znaleźć swoje ujście. Wystarczył jeden, jedyny maluteńki impuls i stało się. Pięć dni powstrzymywania się od marudzenia skumulowało się w godzinnej tyradzie. Ale, pomyślałam sobie – mam jeszcze dwa dni, będą wolne, więc postaram się i może jakoś dotrwam do końca.

Poniedziałek rano, – wstałam lewą nogą. Wnerwiało mnie wszystko i wszyscy. Zatem wyszłam z domu. Cóż, niewiele to pomogło – narzekałam w myślach na wszystko w okół. Ostatni dzień wcale nie był lepszy. Od tego całego powstrzymywania się od marudzenia rozbolała mnie głowa. Cieszę się, że te siedem dni dobiegło końca.

Wniosek jest prosty. Pod względem narzekania jestem statystycznym Polakiem. W swoją naturę mam wpisane marudzenie. Każdy powód jest dobry: za zimno, za ciepło, pada, nie pada, brak pracy, za dużo pracy, za głośno, za cicho – długo by wymieniać.

Starałam się z tym walczyć, ale skutek był odwrotny, więc chyba nie pozostaje mi nic innego jak zaakceptować to, że (TAK, przyznaję) jestem marudą.

 A może ktoś z Was także podjął rękawicę i postanowił udowodnić sobie i wszystkim wokół, że da się nie narzekać? Jakie były Wasze wrażenia?

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 2 komentarzy

Typowa polaczkowość?

(I) – Maciej Maleńczuk, czyli muzyk przekorny i niepokorny. Żali się na „spadające IQ polskiej młodzieży” i nie tylko. Ostatnio porównano jego twórczość do filmów Wojciecha Smarzowskiego. Czy słusznie? Smarzowski nieoczekiwanie stał się najważniejszym reżyserem naszych czasów. Zajmuje się portretowaniem Polaków, jak kiedyś Wajda, lecz pokazuje całkiem inne, brzydsze twarze. Może prawdziwsze? Na słynnej wystawie „Polaków portret własny” zorganizowanej w Krakowie pod koniec dekady gierkowskiej jednym z eksponatów, znajdującym się tuż obok drzwi wyjściowych, było lusterko. Nie wszyscy zwiedzający je dostrzegli, ale niektórzy zatrzymywali się na chwilę, by przyjrzeć się sobie samemu. Wydaje się, że Smarzowski daje swym widzom podobną szansę. Oglądacie galerie typów wszelakich, grzeszników, gangsterów, przekupnych policjantów, alkoholików pijących „dlatego że nasi wygrywają, albo dlatego że nasi przegrywają” (jak w „Pod Mocnym Aniołem”) i wydaje wam się, że to ludzie z innego kraju, a może innej planety, a to wasi sąsiedzi z bloku, z miasteczka, a może wy sami?

Wróćmy z powrotem do Maleńczuka. Sprawdźmy skąd się wzięło to porównanie. Według niektórych głosów piosenkarz w przeciwieństwie do swoich dojrzałych kolegów, wciąż jest naiwny i wierzy, że piosenką naprawi świat. Ilość protest-songów wyprodukowanych przez niego w ostatnim czasie świadczy o jego naprawdę dobrej kondycji. W każdym razie Maciek ma swój styl, a my ten jego styl lubimy od czasu do czasu podziwiać. Jest prawdziwy. Czy jest produktem? W jakimś stopniu na pewno. Co muzyk myśli o tobie, o mnie? Mówi wprost, że w każdym Polaku jest cham i jest pan. Maleńczuk równie często komentuje teksty do swoich ostatnich piosenek. Jedna z nich to „Tęczowa Swasta”. Piosenkarz mówi otwarcie: powiem każdemu to, co chce usłyszeć. Proponuję tęczową swastykę jako symbol zgody narodowej – zaproponował. Lewacy, prawacy i faszyści – wszyscy jesteśmy alkoholikami – dodał. Tłumaczył, że ostatnio robił z siebie homofoba na potrzeby wywiadu z prawicowym pismem. Wcześniej skomponował piosenkę „Vladimir”, której tekst odnosił się do Władimira Putina. Bracia Rosjanie – wywalcie tego gościa – zaapelował. Zdaniem Maleńczuka, jego muzyka na pewno dotarła do Rosji, być może nawet do samego prezydenta Rosji.

Mamy tutaj podobny obraz patrzenia na świat. Z jednej strony mamy znakomitego reżysera, który wciąż z gorzką ironią szkicuje zbiorowe portrety Polaków, opisuje tę w polskość wpisaną butę, zawiść, z trudem tłumioną wściekłość na świat, na innych, na samych siebie. A z drugiej zaś muzyka, który nie boi się otwarcie mówić o tym, co go boli i nie podoba mu się w dzisiejszej polskiej teraźniejszości. Z taką wizją polskości pokazywaną od innej, gorszej strony, nie wszyscy muszą się zgadzać. Właśnie tacy ludzie, tacy Polacy – nasączeni alkoholem, bezradni lub barbarzyńscy, żałośni i chamscy, śmieszni i rozpaczliwie smutni, godni politowania, ale częściej przerażający w swoim prymitywizmie – są typowymi protagonistami ich opowieści.

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , | 1 komentarz

Nasz pierwszy hejter, hurra!

(S) – Nie, nie będzie tak radośnie, bo i nie ma powodów do radości. Nie będę tu też wywalekać i cytować wiadomości, które otrzymałyśmy. Ale swoje zdanie wyraże, czemu nie?

Po pierwsze uważam, że tzw. „hejtowanie” powinno być karalne i ścigane bezwzględnie. Wolność słowa wolnością słowa, krytyka krytyką, ale obrażanie kogoś nie jest ani jednym ani drugim.
Dwa – celowo mamy takie ustawienia, żeby móc zaakceptować dany komentarz lub odrzucić. Nie, nie będziemy dodawać komentarzy, w których ktoś nas obraża. Krytyka ta konstruktywna jest mile widziana i chętnie podyskutujemy, ale z „opinią” pt. „lesbijki, babochłopy itp.” dyskutować się nie da. Zresztą nie ma to też większego sensu,  zatem ignorujemy. Poza tym sądzę, że wdawanie się w taką pyskówkę tylko podbudowuje ego niewątpliwie zakompleksionego osobnika, który na takie „opinie” się wysila.
Ale do rzeczy. Hejterów w sieci jest całe mrowie. „Wypowiadają” się niemal na każdy temat. Byle kogoś obrazić, upokorzyć. Długo byłam przekonana, że za takimi wpisami kryją się głównie znudzone nastolatki, którym rodzice dali komputer z dostępem do Internetu byle mieć tylko trochę spokoju. W takim wypadku rodziców powinno się karać na równi z pociechami. Bo to nie jest tylko głupia zabawa. Jeśli jednak nie są to dzieci to ja się zaczynam zastanawiać co takimi ludźmi kieruje? Kompleksy, choroba psychiczna, może ktoś im płaci? Nie wiem. Jedno jest pewne. Hejterzy czują się bezkarni i … chyba słusznie, bo jakoś nie słyszałam, żeby ktoś poniósł karę za swoje wyczyny w sieci. A jeśli nawet to nie zostało to dostatecznie nagłośnione, choć powinno – ku przestrodze, bo może wtedy inni zastanowili by się dwa razy.

Cóż, jak już napisałam nie pochwalamy tego i nie będziemy wspierać poprzez publikowanie tego typu postów, czy też wdawanie się w pyskówki. Zignorujemy, pozostawimy bez odpowiedzi. Teraz wiecie co o tym myślimy. Pozostaje nam jedynie … współczuć ludziom, którzy w taki sposób zagłuszają własne kompleksy.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | Skomentuj

W Polsce, żeby być bohaterem, trzeba być kulą na wskroś przebitym.

(I) – Wojna jak ta lala, ja chcę do powstania, zaraz się zacznie, trzeba to pokazać…jak inaczej będą wiedzieć jakie było to powstanie? To tylko niektóre słowa z filmu Powstanie Warszawskie. Czujecie tę moc? W tym roku powstał pewnego rodzaj kult Powstania Warszawskiego wzmacnianego przez muzeum jego imienia. Umasowienie i komercjalizacja Powstania nie ma granic. Jeśli można wypiekać papieską kremówkę, czemu nie sprzedawać powstańczej zupy? I właściwie dlaczego miałoby to być takie złe?

Cofnijmy się trochę wstecz. Mamy początek roku i pierwszy film z tej serii, a mianowicie Kamienie na szaniec. Im mocniejsze słowa padały w tym filmie, tym bardziej było słychać głuchy pomruk i ciszę. A więc nie udało się przenieść emocji na odbiorców. Legendarni harcerze zachowują się tak jakby zostali odmóżdżeni. W głowie mają kaszę wymieszanych bezładnie poglądów, przeświadczeń i cytatów. Zośka - Rudy – Alek – ikony młodzieńczego patriotyzmu i bohaterstwa, ale także przedwczesnej, wymuszonej wojną dojrzałości. A tu: klaty po siłowni a głowy po jakiejś szczeniackiej zadymie. O harcerstwie słyszeli zdaje się tyle, że chodzi się tam w krótkich zielonych spodenkach i podkolanówkach. Ciekawi mnie po co Robert Gliński zrealizował ten film? Chyba tylko po to, żeby widz przekonał się o tym, że lepiej przeczytać książkę.

Mówią o nim różnie. Jedni piszą, że to filmowa klęska, drudzy zaś, że jest autentycznie wstrząsający. Tak, mowa tu o filmie Powstanie Warszawskie. Fabuła udająca dokument – to się w kinie zdarzało, ale odwrotnie? Pomysł autorstwa Jana Komasy jest bardzo prosty: fikcyjnymi bohaterami są bracia, operatorzy kroniki powstańczej, których nie widzimy na ekranie. Ale całe powstanie oglądamy z punktu widzenia kamery, którą operują, choć w istocie są to zmontowane materiały, kręcone przez 12 podobnych ekip dokumentujących walki powstańcze. W tym filmie kamera patrzy na ludzi z ich poziomu, pozwala być z nimi razem. To nowa faza pamięci powstania, powtórnie odkrytej i przyswojonej w sposób nieideologiczny, nieskierowany przeciw nikomu.

Ostatnim filmem z tej serii jest Matrix made in Poland, czyli Miasto 44. Była miłość, krew i śmierć. Po obejrzeniu filmu zaniemówiłam. Nie ze wzruszenia jednak, tylko dlatego, że nie wiedziałam co powiedzieć. Jak uporządkować sprzeczne myśli i nadać sens wrażeniom. Po obejrzeniu tego filmu stwierdzam, że to nie jest film o Powstaniu Warszawskim! To jest film o tym, jaki powidok po tym wydarzeniu został w wyobraźni dzisiejszych młodych ludzi, dla których Lana del Rey, Czesław Niemen i Marino Marini należą do tej samej listy przebojów. Oglądałam Miasto 44 początkowo zaintrygowana, później znudzona niepomiernie, zirytowana i zanurzona w rozścielającej się woni popcornu wyżeranego z wielkich papierowych kubłów, choć w przypadku takiego filmu rozpylać by raczej należało swąd spalonych ciał, smród szamba z kanałów, woń prochu i zapach krwi, odór strachu i brudu. O wiele bardziej przekonuje mnie opis (za młodego na Powstanie Warszawskie) Jarosława Marka Rymkiewicza z Kinderszenen: Nie mogę powiedzieć, że mam jakieś wielkie pretensje do Niemców, że czegoś od nich oczekuję czy czegoś żądam. Chciałbym tylko, żeby wiedzieli, co mi zrobili – zniszczyli moje dzieciństwo i zrujnowali moją wyobraźnię. Została kupa gruzów, kupa trupów, wielkie szambo, wielka dziura wypełniona czarną krwią.

Spójrzmy prawdzie w oczy…Powstanie Warszawskie przechodzi do sfery popkultury. W ten sposób zyskujemy bohaterów, ale tracimy wymiar tragedii. Krew, pot i łzy stają się odrealnione, na pierwszy plan wychodzą młodość i miłość. Powstają filmy, seriale, murale, komiksy. Na jednej z okładek serii Powstanie 44 widać prezentowane w filmowym stylu figury powstańca i jego towarzyszki. Konwencja filmowa formatuje tam treść. Coraz rzadziej propagandowe opowieści chwały można osadzić w perspektywie dziadka czy babci, którzy przeżyli powstanie. Śmierć zostanie oczyszczona z wątpliwości, by produkt, jakim jest powstanie, mógł zaistnieć w naszych sytych czasach. Czasach, w których rodzice boją się mówić dzieciom, że żeby była szynka, trzeba zabić zwierzę. A biorąc pod uwagę, że oddziaływanie mediów jest wielkie, warto zadać pytanie: jak dzieci mają naśladować naszych bohaterów? Kiedyś bawiono się w Czterech pancernych i psa. Co mają zrobić dzieci, by zidentyfikować się z powstaniowym bohaterem?

(S) - Zgadzam się w pełni. Dodam tylko od siebie, że im więcej tych filmów, tym bardziej się wkurzam. Nie, nie na twórców. Nie na aktorów. Wkurzam się na tych dorosłych, którzy w ogóle pozwolili na to, aby dzieci (16 lat to dziecko) walczyły. Ja wiem – patriotyzm. Wiem – walka o wolność. Doskonale to rozumiem. Ale coraz częściej mam wrażenie, że dorośli kierowali na odległość bandą dzieci. Pozwolili, żeby te dzieci ginęły w imię wolności, patriotyzmu. I nie tylko po naszej polskiej stronie, bo jak się bliżej przyjrzeć to i po stronie wroga na pierwszej linii stały dzieci. Co jest w tym wszystkim najgorsze? Nie uczy się na błędach. Wszystkie nasze narodowe zrywy kończyły się tak samo niestety. Szalone bohaterstwo kilku napaleńców nie wystarczy, aby pokonać potężną armię. Nie dziwi mnie więc spojrzenie współczesnej młodzieży, która pytana o to czy postawa młodych powstańców była bohaterstwem czy głupotą wskazują to drugie. Zamiast ich od razu krytykować wysłuchajmy co mają do powiedzenia. Wracając do wspomnianych przez koleżankę filmów. Największe wrażenie zrobiło na mnie Powstanie Warszawskie.
Dwa pozostałe to takie powstanie w wersji pop, przy czym Miasto 44 skojarzyło mi się raczej z typowo amerykańskim kinem akcji. Jeśli chodzi o Kamienie ma szaniec to jeśli nastolatki zapatrzone w tablety i zamykające się w wirtualnym świecie stwierdzają, że książka jest lepsza to ja nie mam nic więcej do dodania.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Profesorki, rektorki, marszłkini, premierka?

(I) – Jeśli Ewa Kopacz zostanie premierem, Polska stanie się 15 krajem na świecie, w którym szefem rządu jest kobieta. Czy to oznacza, że polityka się feminizuje?

Tym zajmiemy się za chwilę, a teraz spójrzmy na to trochę językowo.

Język polski jest jeden i zasady, które w nim obowiązują, dotyczą nas wszystkich. Wielu językoznawców stwierdza, że przy tworzeniu żeńskich form powinniśmy używać najczęściej morfemu słowotwórczego ka, czyli np. ministerka, premierka. Brzmi to jednak życzliwie, żartobliwie i nieco deprecjonująco, gdyż jest to cząstka, która na co dzień służy do tworzenia zdrobnień, np. rączka, gałązka, nóżka. Poza tym mało osób wie, że forma ta była stosowana, więc nie byłoby to do końca czytelne. Tymczasem coraz więcej kobiet życzy sobie, by nazwy ich zawodów odmieniać. Nierzadko w sposób tak kuriozalny, jak wymyśliła to pani minister sportu prosząc, by nazywano ją ministrą. Feminizacja to tworzenie czy propagowanie form żeńskich słów, tworzonych od form męskich, jako ich odpowiedników. Wyobraźmy sobie jednak stanowisko ultrafeminizujące, zgodnie z którym musielibyśmy jako podstawowe przyjąć formy żeńskie, a męskie tworzylibyśmy od nich na okoliczność konkretnych słów czy sytuacji!

Zgrabnie powróćmy do tematu.

Polityka nie tyle się feminizuje, co normalizuje. Udział kobiet w społeczeństwie jest równy, a nawet minimalnie większy niż mężczyzn, więc każde ograniczenie nadreprezentacji mężczyzn w polityce na rzecz kobiet jest czymś naturalnym i pożądanym. Polska polityka przez dekady była – i nadal jest – zdominowana przez mężczyzn.  Dobrze byłoby lekko ją sfeminizować. Pytanie tylko, jaka jest najlepsza droga do zwiększania udziału kobiet w polityce – stosowanie rozwiązań systemowych, jak parytety i suwaki na listach wyborczych, czy spokojne czekanie, aż demokracja dojrzeje na tyle, by udział płci pięknej w polityce zwiększył się naturalnie. Zdania są podzielone.

Wiadomo – bo kobieta. A kobieta humory miewa i nie wiadomo, co jej strzeli do głowy.

Od 1992 roku zmniejsza się liczba kobiet i mężczyzn, którzy uważają, że tylko mężczyźni nadają się do polityki. Obecnie 2/3 kobiet nie zgadza się z tym stwierdzeniem. Kobiety coraz  częściej odczuwają istnienie szklanego sufitu. Przykładem jest obsada stanowisk ministerialnych. Nieporównanie częściej znajdziemy kobiety wśród wiceministrów niż ministrów. A zatem ich udziałem stają się stanowiska wymagające wysokich kwalifikacji, ale stanowiska ministrów (decyzyjne) pozostają w rękach mężczyzn. To tu jest zasadniczy problem, który przy tak bardzo partyjnej polityce przełamać mogą wyłącznie zagwarantowane ustawą parytety na listach wyborczych. I to traktowane poważnie, czyli równym prawom na listach towarzyszy jednakowa pomoc w organizowaniu kampanii i takie same jak dla panów pieniądze. Tylko wtedy powstanie masa krytyczna, która pozwoli myśleć o innych zmianach, także o zmianie polityki. I to nie dlatego, że kobiety łagodzą obyczaje, bo czasem je zaostrzają, nie dlatego, że dzięki ich udziałowi polityka stanie się lepsza, bo wiele doświadczeń uczy, że w kobiecym wykonaniu bywa i gorsza, ale po prostu dlatego, aby uczynić zadość sprawie podstawowej – wyrównać szanse. Bez tego protekcjonalizmu, infantylizacji i udawanego pochylania się panów nad problemem pań.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Seksizm w reklamie a społeczne przyzwolenie.

(I) – W społeczeństwie, w którym media odgrywają kluczową role w kształtowaniu świadomości i norm kulturowych, globalna wiadomość, którą otrzymują młodzi ludzie jest taka, że wartość i siła kobiety to młodość, uroda i seksualność, bynajmniej nie jej zdolności. Podczas gdy w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci kobiety udowodniły swoje umiejętności jako przywódczynie i doskonałe organizatorki. Dlaczego nie korzysta się ze stereotypu Żyda do reklamowania tanich kredytów? Bo to niemoralne, obraźliwe i chamskie. To dlaczego wykorzystywanie stereotypów dotyczących płci nie podlega takim samym normom? Reklama przekazująca treści dyskryminujące i/lub poniżające oparte na płci i wszelkich stereotypach płciowych stanowi przeszkodę do stworzenia nowoczesnego i egalitarnego społeczeństwa – napisano w uchwalonej właśnie rezolucji Parlamentu Europejskiego. Przeszkodę? A nie dźwignię handlu? Czyżby reklama nie była rękojmią wolnego rynku? Wolności wypowiedzi i ekspresji? Czyżby Wspólnota Europejska wprowadzała cenzurę? A czy zakaz obrażania, dyskryminowania, poniżania jest cenzurą? Dlaczego w reklamie promującej produkty dla prawdziwych mężczyzn nie użyto symboliki faszystowskiej? Wszak faszyzm był – jak najbardziej – dla prawdziwych mężczyzn. Dlaczego wizerunek papieży nie służy do reklamy banków, choć mógłby wzmocnić ich wiarygodność? Dlaczego nikt nie używa wizerunków świętych do reklamy cudownych właściwości pasty do zębów i odświeżaczy powietrza? Dlaczego nie korzysta się ze stereotypu Żyda…?

Czy kobiecy bunt trafia w próżnię?

Kobiecy bunt trafia w próżnię. W międzyczasie, znana postać publiczna kwituje pewne wydarzenia zdaniem, które większość z nas pamięta po dziś dzień: Jak można zgwałcić prostytutkę? Ponadto firma Tally Waijl nakazuje swoim pracownicom noszenie koszulek z napisem bitch. Z pewnością stwierdzenie, że przytoczony wyraz ma charakter pejoratywny, byłoby w tej sytuacji zbyt wyszukane. Czarę goryczy w tym błędnym kole przelała dopiero seria reklam marki Axe. W krótkim czasie, cały kraj zaatakowały slogany typu: Pielęgniarki nie odchodzą od łóżek pacjentów; Maturzystki lubią zaliczać. Ciekawostkę z pewnością stanowi fakt, że kampania reklamowa Axe pojawiła się, gdy Polska żyła masą równoległych strajków, jakie zalały kraj, m.in. strajkiem pielęgniarek. W tej sytuacji warto zapytać, co o tym wszystkim myślą kobiety?

Seksizm w reklamie? Wolne żarty.

Większość Polaków uważa, że feministki i niektórzy działacze społeczni walczą z seksizmem w reklamach, bo… brakuje im poczucia humoru. Spójrzmy prawie w oczy – świat reklam jest utopijny. Nie ma w nim kłótni ani napięć. Stereotyp okazuje się silniejszy niż rzeczywistość, która go stworzyła. Dlatego twórcy reklam tak chętnie się nim posługują. Stereotypy istniały już w czasach starożytnych. Dotyczą również ról związanych płcią i nastawienia do nich, które nadal podtrzymują media. Według Beaty Pawlicy i Edyty Widawskiej stereotypy są bardzo odporne na zmianę – gdy je zmieniamy, zmianie ulega także nasza wiedza o świecie. Ludzie sami blokują dopływ komunikatów burzących stereotyp, utrzymując jednocześnie władzę bezpieczeństwa.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Skomentuj

Człowiekiem jestem…i mam prawo mówić własnym głosem.

(I) – Powiedzmy otwarcie, co tu jest grane. Na żurnalu prof. Chazan, Golgota Picnic, czyli nasza polska walka o tożsamość. Nie o uczucia chodzi i nie o sumienia. Chodzi o władzę. O to, kto za kogo podejmuje decyzje oraz czyich praw broni państwo. Zawsze sądziłam, że sumienie i wiara to sprawy osobiste, a nawet intymne. Jasne, ludzie wierzący modlą się wspólnie. Naiwnie jednak zakładałam, że dla każdej i każdego z nich liczy się przede wszystkim osobista relacja z Bogiem. Myliłam się. Religijność staje się stopniowo sprawą publiczną, narzędziem walki politycznej, sposobem na kontrolowanie myśli i czynów innych ludzi. Efekt: wyposażone w sumienie szpitale, rozmodleni lekarze i my gdzieś pomiędzy tym wszystkim.

A wszystko zaczęło się od klauzuli sumienia i apelu podyktowanego wskazówkami dr Wandy Półtawskiej – bezpośredniej inicjatorki akcji. Czym jest owa klauzula sumienia? To ograniczone prawo do odmowy wykonania świadczeń medycznych niezgodnych z sumieniem lekarza, nie dotyczy jednak przypadków nagłych, gdy życie pacjenta jest zagrożone. Co istotne, klauzula jest zgodna z polskim prawem, o ile lekarz wskaże pacjentowi inną możliwość uzyskania pomocy lekarskiej. Środowisko lekarzy niby takie postępowe, a jednak…do przygranicznych klinik przyjeżdżają kobiety, które chcą dokonać aborcji. Liczba kobiet decydujących się na taki krok wciąż rośnie. Publiczna deklaracja wiary? Czyli odmowa przepisywania antykoncepcji, wykonywania in vitro czy aborcji. Tymczasem lekarze z listy Wandy Półtawskiej nie tylko nie wypisują recept, nie kierują także (choć mają taki obowiązek) kobiet na badania prenatalne, a gdy zgłasza się do nich kobieta, która zaszła w ciążę po gwałcie doradzają jej, co najwyżej, wizytę u psychologa, bo – ich zdaniem – ciąża z gwałtu to nie problem ginekologiczny, tylko… psychologiczny.

Moralność medycyny.

Sam temat jest niezwykle obszerny. Zdrowie jest jakością niezwykle ważną w życiu każdego człowieka, także doświadczenia związane z medycyną, ochroną i służbą zdrowia są udziałem nas wszystkich. Choroba – oczywiście poważna nie jest jedynie odczuwaniem bólu, dyskomfortem, ograniczeniem, czy też eliminacją wykonywania pewnych czynności życiowych – jest przede wszystkim wielkim złem, które przekreśla twórcze plany i ambicje człowieka, wykraczające poza fizjologię człowieczeństwo istoty ludzkiej. Często oznacza także całkowity kres egzystencji.  W związku z powyższym oczywistą staje się  konkluzja, iż moralność medycyny jest tak ważnym – może nawet najważniejszym – aspektem (częścią) moralności i etyki całego człowieczeństwa.

Tak, mamy zróżnicowane społeczeństwo.

Ludzie mają rozmaite poglądy i mają prawo je manifestować. Jedyne ważne pytanie, które się tu nasuwa, to dlaczego to robią? Czy to płeć, czy wyznanie, czy to wybór i urządzenie mieszkania, czy narodowość, wszystkie wyznaczniki tożsamościowe wpisane zostały w wir kontekstów instytucjonalnych, w domenę zapośredniczonego doświadczenia, zastępującego doświadczenie bezpośrednich relacji międzyosobowych.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , | Skomentuj

„A po co mi to, niedługo i tak ….” – takie prawo natury

(S) – Ludzie mnie dołują. Szczególnie Ci, którzy w pewnym wieku zaczynają oczekiwać na … śmierć. Naprawdę, nie rozumiem. Ja wiem, o tym, że pokolenie naszych dziadków ma w szafie ubrania przygotowane specjalnie do trumny. Wiem, że chcą być przygotowani. Boją się, że rodzina w tak tragicznej chwili wybierze dla nich coś byle jakiego, nie chcą być ciężarem. Ale, kiedy od dziecka widzę czarną garsonkę w szafie i wiem po co ona tam wisi to niezmiennie mi słabo.

Skąd mi się taki temat nawinął? Z …… pracy. Ludzie są niemożliwi. Nie wiem jak zareagować, kiedy ktoś mi mówi: „a nieee, aż takie to mi niepotrzebne, już niewiele mi się zostało, i tak niedługo umrę”. I co ja mam powiedzieć? Przecież nie wiem, czy ten ktoś mówi tak, bo dotknęła go tragedia w postaci śmiertelnej choroby, czy też mówi tak, bo dostrzegł u siebie oznaki starości i uznał, że skoro siwy włos pojawił się na skroni to kostucha stoi już za progiem. Z tym się nie da dyskutować. Ale tak sobie myślę, skoro ta śmierć jest nieuchronna i, nie czarujmy się każdego z nas spotka to, czy nie lepiej jest korzystać z życia? Czy jak kończę ileś tam lat to mam się położyć i czekać, bo może ten akurat dzień będzie moim ostatnim?

Inna sprawa to to, że takie gadanie wcale nie jest śmieszne, nawet jeśli to taki żart rzucony w przestrzeń. Takie „żarty” słyszę od dawna i doprowadzają mnie do szaleństwa. Podobnie jest z chodzeniem do lekarza. Są tacy, którzy przesiadują w przychodni całymi dniami, traktują to jako miejsce spotkań towarzyskich, a lekarza jak spowiednika. Zawracają głowę byle plamką i blokują kolejki. Ale gorszą grupą są tacy, którzy uważają, że jak pójdą do lekarza, to …. umrą. No, bo przecież Felek, sąsiad z dołu chodził sobie zdrowy i radosny, a poszedł do lekarza i po tygodniu umarł. A, że Felek każdą dolegliwość leczył „domowo” przeciwbólowymi bez recepty i jak już trafił do tego lekarza to już było za późno – o, o tym to nikt nie pomyśli.

Z drugiej strony nieuchronna śmierć jest pretekstem do oszczędzania. Nie kupię lepszych butów, nie zrobię remontu nie pojadę nigdzie dalej niż sąsiednie miasto, bo …… i tak niedługo umrę to po co mi to.

Niemniej temat jest dość dołujący, krępujący i wprowadza niezmiennie w osłupienie. Kiedy słyszę tekst z tym stylu momentalnie milknę i nie wiem co powiedzieć. Wszak spotka to każdego z nas, co nie znaczy, że w ten sposób musimy skupiać uwagę na sobie.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Słowa

(I) – Na początku było słowo. Większość ludzi sądzi, że słowo służy do komunikacji między ludźmi. Jest w tym ziarno prawdy, jednak jest to potężne narzędzie w procesie twórczym. Słowa, których używamy służą głównie do wzbudzania wewnątrz nas pewnych energii emocjonalnych. Zobaczcie sami co się dzieje, gdy powtarzam z przekonaniem kocham bezwarunkowo i jeszcze wyobrażam sobie tą miłość. W jakimś momencie w swoim wnętrzu czuję poruszenie energetyczne trudne do określenia – to właśnie jest język emocji. Ta energia ma swoje właściwości, których nie da się zdefiniować słowami, a jednak właśnie ten energetyczny stan jest rozumiany przez wszechświat co sprawia, że tak wysłana informacja powraca do mnie w formie doświadczalnej. Tak samo dzieje się z każdym innym słowem … weźmy inny przykład: nienawiść. Jest to całkiem odmienny rodzaj energii i też manifestuje się w życiu, mimo, że usilnie „chowamy pod dywan” tego typu emocje.

Słowa mają moc.

Słowa towarzyszą nam od dzieciństwa. Nadajemy nazwy wszystkiemu, co nas otacza; opowiadamy o wszystkim, co dla nas ważne. Gdy korzystamy z wyszukiwarki internetowej, wpisujemy w jej okno pożądane frazy. I choćby nie wiadomo jak wyznawcy kultury obrazkowej zaklinali rzeczywistość, to słowa mają moc i zmieniają świat.

Jak interpretować słowa?

Przyjęło się, że w naukach humanistycznych do tradycyjnych zabiegów należy wyjaśnienie sensu i wartości dzieł ludzkich. Tak rozumiana interpretacja jest zabiegiem złożonym, który zakłada zrozumienie dzieła i w konsekwencji  umożliwia przeżycie odpowiednich reakcji emocjonalnych. Co czujecie, gdy czytacie takie słowa? Uśmiechać się, marzenia, czas, przemijanie, człowiek, razem, kultura, ambicja, praca, czasem, kino, itd.

My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor.

Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada,
lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma,
lecz przez to, czym dzieli się z innymi.

Nauczycielka daje klasie zadanie:
-ułóżcie zdanie zawierające słowo ANANAS.
Pierwsza zgłasza się Małgosia:
-Ananas jest zdrowym owocem.
Później zgłasza się Paweł:
-Ananas rośnie na palmach.
Teraz ty Jasiu mówi nauczycielka.
A Jasiu na to:
-Basia puściła bąka A NA NAS leci smród.

Słowa…bawią, budzą refleksję, są zwodnicze, czasem kłamliwe, jednym słowem –wywołują określone emocje. Wiemy, kiedy są wypowiedziane w sposób szczery, domyślamy się, gdy intencja mówiącego jest prawdziwa. To, czy słowo bę­dzie miało zna­czenie – za­leży tylko i wy­łącznie od nas. Od tego, po które słowo się­gniemy i czy po­trak­tu­jemy je z na­leżnym mu sza­cun­kiem, po­świę­cimy mu wy­star­cza­jąco dużo uwagi. Od­po­wie­dzial­ność za zna­czenie słowa po­noszą so­li­darnie twórcy i od­biorcy. Ci, którzy słowem po­słu­gują się, by wy­rażać swoje prze­ko­nania i ci, którzy po słowo się­gają, by swoje prze­ko­nania kształ­tować. Za­równo jedni, jak i drudzy mają wybór. Słowo słowu nierówne. Wy­bie­rajmy więc to, które ma znaczenie.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | Skomentuj

Tabletki na życie.

(S) – Ostatnio zaczęłam temat reklam zatem dalej go pociągnę. Tym razem o suplementach i innych prochach będzie.

Żyjemy w czasach, kiedy to niemal na wszystko, na każdą czasami wydawałoby się najmniejszą pierdołę zażywa się tabletki, popija ziółka i zagryza innymi tabletkami (szkoda tylko, że na wiele poważnych dolegliwości to nie działa, ale nie o tym).

Chcesz schudnąć/przytyć? Łyknij tabletkę. Kłopot z trądzikiem? Łyknij tabsa. Mąż/żona nie zadowoleni z pożycia? Tabletki pomogą! Doskwiera ci egzystencjalny ból dupy? Walnij procha, zapij herbatką z jakiegoś egzotycznego zielska, które dotąd niedoceniane rosło pod płotem i już, jak ręką odjął. Kiedyś na takie pierdoły szlachcianki łykały valium, a jak ktoś był wariat to go pod prąd podłączali, a dziś wszelkiej maści wariaci i hipochondrycy cierpiący z powodu braku poważnych chorób mogą szaleć do woli faszerując się tzw. „suplementami”.

No dobra, w zasadzie gdyby te reklamy tylko na wariatów działały to byłoby dobrze. Niestety niewiele jest osób, które w ogóle niczego z tych reklamowanych specyfików nie biorą. I nie mówcie mi, że nie, wy to na pewno nie. Kto na zimę wzmacnia się za pomocą multiwitamin w jednej kapsułce? No, no? A, no właśnie.

Ale o spotach miało być. Fascynujące jest, jak łatwo można człowieka zmanipulować. Chociażby najprostszy przykład. Pani staje na wadze, która wskazuje „za dużo”, albo łapie się za skórę na brzuchu i z niesmakiem ogląda w lustrze jakie to fałdy tłuszczu się na niej zbierają. I zaraz kobiety przed telewizorami, choćby nie wiem jak nie chciały, widzą w niej siebie, wzdychają do swojego wyobrażenia sylwetki idealnej, marzą jakby to było. A przecież rozwiązanie jest proste, w zasięgu ręki. Magiczne tabletki cuda zdziałają. Albo herbatki, czy inne naparki. Można też i do wody coś wsypać i apetyt się zmniejszy. Bo przecież nikt nie tyje od tego, że opycha się jak dziki i łączy to  z wszelkimi niesportowymi przyjemnościami. Nie! Wedle reklam tyjemy, bo mamy zły metabolizm, ot co. A, żebyście sobie kochane nie myślały, że to bujda jakaś, to wszelkie te specyfiki są dostosowane i do waszego wieku i do stanu w jakim się obecnie znajdujecie. I wiele się na to łapie. Albo z innej beczki. Pan by chciał, a nie może, choć obok cudnej urody dama w negliżu. I co począć ma nieborak? Żeby do lekarza się zgłosić, nieeee – no kto by to brał pod uwagę. Na pewno nie prawdziwy samiec, który boląc ząb sobie sam obcążkami wyrwie (nie, nie – to nie jest dobry pomysł). I znów proste rozwiązanie – magiczna tabletka (wcale nie ta niebieska – tych już chyba dawno nie reklamują, nie wiem) zdziała cuda. I już od razu niczym ten  młody bóg może hasać do woli i zadowoli swą partnerkę niejednokrotnie. A jak jeszcze w reklamie pojawi się mrucząca z zadowoleniem dama …. No właśnie. Działa? Działa!

Najciekawsze jest to, że aby wcisnąć coś mężczyznom wystarczy pokazać kawałek cycka albo pośladka (damskiego rzecz jasna), przynajmniej tak to widzą spece od reklam.

Tak na marginesie, słyszeliście o trumnach reklamowanych przez gołe panie? Ciekawe, do kogo to ma trafić? Wieszają takie kalendarze w domach pogrzebowych jako zachętę? W ogóle gdzieś to wieszają?!

No, ale wracam do tematu. Co zatem trzeba zrobić, żeby kobiety rzuciły się na suplementy? Oooo, tu najlepiej jest uderzyć w kompleksy, których jak wiadomo panie mają sporo. A jeśli chodzi o ewentualne fałdki, to niemalże każda z nas gdzieś u siebie jakieś wypatrzy.

Perfidne te wszystkie zagrania, wredne bardzo. Niestety – działają.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Skomentuj